kobieta sukcesu

Kobieta sukcesu, dla której reklama na facebooku nie ma tajemnic

Dagmara Kokoszka, to prawdziwa kobieta sukcesu. Zdecydowałam się na rozmowę z nią bo jest to osoba, której sytuacja była praktycznie dramatyczna. Ale ona dostała jakby drugie życie, a w zasadzie sama je sobie ofiarowała. Przeczytacie dziś o tym, jak wiele można osiągnąć, jeśli tylko się chce. Ona chciała. I choć jej codzienność dalej nie należy do najłatwiejszych, podejmuje wyzwania za każdym razem, gdy stawia je przed nią los i dzięki temu – dzięki swojej odwadze – odnosi kolejne sukcesy. Niech historia Dagmary stanie się dla Was inspiracją. Pomoże Wam zrozumieć, że naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych.

Monika: Dagmara, ja znam już Twoją historię, ale czytelnicy nie są jej świadomi. Zechcesz opowiedzieć o sobie kilka słów?

DAGMARA: Myślałam, że to będzie najłatwiejsze pytanie, ale nie. Jednak najtrudniejsze. Nazywam się Dagmara, mam 28 lat i jestem potrójną mamą trzech skrzatów. Najstarsza córcia ma w tym roku 8 lat, syn skończył 5, a najmłodsza dopiero 9 miesięcy. 🙂 Od 5 lat żyję też w szczęśliwym związku z moim najlepszym przyjacielem, na którego zawsze mogłam liczyć. Aktualnie pracuję jako manager w agencji reklamowej oraz prowadzę własną działalność związaną z marketingiem internetowym. W tej chwili mogę powiedzieć, że jestem kobietą szczęśliwą, jednak nie zawsze tak było. Moja historia to dowód na to, że w życiu dzieje się wiele złych i dobrych rzeczy, ale warto wierzyć, że wszystko się poukłada <3

 

Żeby zrozumieć moją historię musimy cofnąć się w czasie. Mając 19 lat zaszłam w ciążę z najstarszą córką. Nie była to wpadka, choć ja i mój ówczesny narzeczony nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak w rzeczywistości wygląda założenie rodziny. Bałam się, że nigdy nie będę mieć dzieci, dlatego decyzja o Majce była czymś na zasadzie „bardzo chciałabym mieć dzieci, jeśli się uda – będę najszczęśliwsza na świecie”. Kilku lekarzy twierdziło, że nic z tego nie będzie. Nigdy. A jednak… Ślub (jeszcze przed informacją o tym, że jestem w ciąży) planowaliśmy na jesień. Dwie kreski na teście tylko tę decyzję przyspieszyły. Czy była dobra? Tego nie wiem, ale jej konsekwencje ponoszę do dnia dzisiejszego i nie mam tu na myśli wychowywania Majki.

Młodzieńcza miłość przerodziła się w coś, czego nie życzyłabym najgorszemu wrogowi. Doświadczenie przemocy fizycznej, psychicznej, czy ekonomicznej to tylko ułamek tego, co spotykało mnie każdego dnia przez 1,5 roku po ślubie. Aż nagle zostałam sama… Mój ex mąż odszedł do innego mężczyzny.

 

Ból i rozpacz, jaki mnie wtedy ogarnął doprowadził do sytuacji, w której tuż po skończeniu pierwszego stopnia studiów – podjęłam decyzję o wyprowadzce do innego miasta. Tam… kolejny nieudany związek, trudna relacja, ogrom negatywnych emocji i informacja o drugiej ciąży. Ciąży, która od pierwszych chwil była mocno zagrożona i zaszła konieczność walki o te moje nienarodzone maleństwo w kilku szpitalach. Kiedy sytuacja względnie się ustabilizowała – ja i moja rodzina ulegliśmy ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego złamałam kręgosłup. Jak dziś pamiętam, że był to 16 tydzień ciąży… Siostra i starsza córka wyszły bez szwanku, jednak mi dawano tylko ułamki procent szans na wyzdrowienie.

 

5 długich miesięcy, podczas których leżałam i patrzyłam w sufit walcząc o każdy kolejny dzień utrzymania ciąży i siebie przy zdrowiu to jednocześnie najgorszy i najlepszy czas w moim życiu. To właśnie wtedy zrozumiałam, jak wiele błędów w życiu popełniłam i dopiero wtedy naprawdę mocno zapragnęłam celebrować każdą daną mi od losu chwilę.

Nie było łatwo – zostałam sama z dwójką dzieci, bez ubezpieczenia, pracy i pieniędzy. Przyjaciele wykruszali się jeden po drugim, a ja… czekałam. 2 miesiące przed porodem założyłam własną działalność i leżąc – pisałam teksty, prowadziłam profile w mediach społecznościowych i pierwsze kampanie reklamowe. Było ciężko. Syn urodził się jako wcześniak, a ja musiałam ze zdwojoną siłą zawalczyć o niego i całą moją rodzinę. Pracowałam od świtu do późnej nocy. Zasypiałam z komputerem i budziłam się z nim. Każdy grosz wydawałam na prywatną rehabilitację i wizyty u specjalistów. Ogromnym wsparciem byli wtedy dla mnie moi rodzice, babcia i siostra. Bez nich nie dałabym rady. Bez nich i bez niego… mojego najlepszego przyjaciela. Który jak anioł stróż, na odległość, pocieszał mnie i wspierał w każdej trudnej decyzji. I dałam radę. 🙂

 

Dziś wierzę, że wszystko, co mnie spotkało miało swój głębszy sens. Nie mam pretensji, nie odczuwam żalu. Trudne związki, wypadek, samotne macierzyństwo, walka o życie moje i mojego syna pokazały mi, że jestem kobietą z żelaza. I powinnam doceniać każdy dzień.

kobieta sukcesu

Monika: Muszę przyznać, że mimo iż czytam o tym kolejny raz, znów zakręciła mi się w oku łezka. Nie wiem, czy ja dałabym radę, gdybym znalazła się w takiej sytuacji jak Twoja. Skąd brałaś wtedy motywację do tego by działać, czy po prostu żyć?

DAGMARA: Patrzyłam na moje dzieci i powtarzałam sobie „jesteś silna, wspaniała i najlepsza. Musisz zrobić wszystko, żeby i one miały cudowne dzieciństwo, spokojny dom i bezpieczne życie”. A potem… potem się zakochałam. I moja motywacja wzrosła dwukrotnie, a od chwili, kiedy urodziła się Hania – nawet trzykrotnie!

Monika: A kiedy dokładniej zaczęłaś wierzyć, że jeszcze będzie pięknie?

DAGMARA: Pamiętam jak dziś sytuację, w której przebudziłam się na drugi dzień po wypadku. Leżałam na korytarzu, ponieważ nie chcieli nawet zawozić mnie do sali sugerując między sobą, że nie dożyję do rana. Kiedy się obudziłam i zobaczyli, że żyję – postanowili jednak znaleźć dla mnie miejsce. Zawieźli mnie do jednego z pokoi, spojrzałam w stronę okna i zobaczyłam piękne, poranne słońce. Nie mogłam się ruszyć, ale czułam jego promienie na swojej twarzy. Ten moment pamiętam do dziś. To wtedy pomyślałam sobie „żyjesz. Rozumiesz? Żyjesz. I nic więcej nie jest Ci potrzebne do szczęścia, poza Twoją rodziną”. Od tego czasu cieszę się każdym dniem, każdą chwilą, każdą drobnostką. Kompletnie nie przywiązuję wagi do rzeczy materialnych. Doceniam to, co mam.

Monika: Kobieta sukcesu – uważam, że to określenie opisuje Cię najlepiej. Ale czy Ty, sama, uważasz się za kobietę sukcesu?

DAGMARA: Oczywiście! Dla mnie każde moje osiągnięcie to sukces. 5 lat temu myślałam, że wszystko przepadło. Że moje życie się właśnie kończy… że już nic się nie wydarzy. Każdej nocy płakałam w poduszkę i wyrzucałam sobie, że nie zrobiłam nic, żeby było lepiej. To dało mi motywację do działania i postanowiłam, że życie jest tylko jedno. Dlatego kilka miesięcy po wypadku wynajęłam mieszkanie z siostrą, poszłam na studia magisterskie i zaczęłam walczyć o swoją firmę. Łapałam się wszystkiego, co dawało mi poczucie, że idę w dobrą stronę i nie marnuję więcej czasu.

Dziś pracuję w najlepszej agencji na świecie, zarządzam 12osobowym zespołem i robię kampanie reklamowe dla topowych firm. Jestem doktorantką studiów ekonomicznych, kończę własną książkę i… mam najwspanialszą rodzinę na świecie. Każdego dnia dziękuje Bogu za to, co mam.

Monika: Pracujesz w domu, to z jednej strony dość trudne, a z drugiej daje dużą swobodę działania. Jak wygląda Twoja codzienność?

DAGMARA: Co do codzienności – jest zwariowana. Staram się wstawać bardzo wcześnie, żeby złapać w ciągu dnia parę chwil tylko dla siebie. Takiego celebrowania poranków nauczyłam się od wspaniałej Angeliki (mamagerki) i dzięki temu udaje mi się utrzymać równowagę psychiczną i mniej się stresuję w ciągu dnia.

Później wstają dzieci i zaczyna się zabawa… Karmienie, przebieranie, szykowanie śniadania do szkoły, szukanie butów, kurtek, ustalanie które z nas ich odprowadzi… Prawdziwe wariactwo 🙂 Od 8 siadam do pracy i poświęcam się swoim obowiązkom, w międzyczasie zabawiając i karmiąc najmłodszą.

Ogromnym wsparciem jest dla mnie mój Grzegorz, który dba o porządek w domu, robi zakupy, odbiera dzieci i przez sporą część dnia zajmuje się Hanią. Później wracają starszaki i… dzieje się magia 😛 Czyli odrabiamy lekcje, oglądamy coś, rysujemy, sprzątamy, spacerujemy, załatwiamy sprawy, czy po prostu… odsypiamy! Bardzo dużo też wyjeżdżamy i wtedy nasz tryb dnia jest jeszcze bardziej pokręcony, dlatego mocno doceniam te normalne, zwykłe dni.

Monika: Pozwalasz sobie na weekendowy odpoczynek?

DAGMARA: Od razu powiem – nie jestem typem, który lubi leżeć przed tv i nadrabiać seriale na Netflixie. 🙂 Ja na ogół sprzątam, spaceruję, czytam książki, rysuję, doglądam kampanii moich klientów, czy piszę. Nie lubię marnować czasu, a po wypadku wyleżałam się za wszystkie czasy, dlatego teraz wykorzystuję na maksa każdą chwilę!

Monika: Czy pracując w ten sposób można naprawdę utrzymać rodzinę?

DAGMARA: Można nie tylko utrzymać rodzinę, ale też Państwo! 😛 Wciąż przeżywam konieczność płacenia podatków 🙂 Moje zarobki są dla mnie naprawdę mocno zadowalające i z pewnością mogę powiedzieć, że możemy sobie na wiele pozwolić. Nie jestem jednak typem bogacza, który każdy zarobiony grosz ładuje w nowe gadżety i zabawki 🙂 Wolę podróżować, sprawiać prezenty moim najbliższym i inwestować w siebie.

Monika: Reklama na facebooku to Twój konik, prawda? Jak to się zaczęło? W jaki sposób nauczyłaś się “skuteczności kampanii”? Metodą prób i błędów, czy w inny sposób? Czy warto „grzebać’ przy tym samemu, czy lepiej korzystać z usług specjalistów?

DAGMARA: Tak! Choć długo nie rozumiałam, że właśnie to kocham najbardziej. Próbowałam swoich sił w różnych zawodach, jednak moje aktualne stanowisko jest dla mnie najbardziej satysfakcjonujące. Swoją przygodę z marketingiem zaczynałam 8 lat temu – prowadząc bloga dla jednej z marek odzieżowych oraz puszczając dla nich proste reklamy na Facebooku. O matko jak ten panel wtedy wyglądał! 🙂 Nadmienię, że nie skończyłam żadnych studiów z zakresu marketingu – jestem samoukiem. Wszystkiego uczyłam się w praktyce. Jestem jednak dobrym analitykiem i obserwatorem. Te umiejętności pomogły mi dojść do takiego etapu, w którym jestem dzisiaj. Nie znam żadnych skutecznych metod optymalizacji reklam – ja robię to intuicyjnie. Każda reklama to dla mnie wyzwanie, któremu chcę sprostać.

Czy warto puszczać reklamy samemu? I tak i nie. Jeśli stać nas na to, żeby eksperymentować – to tak. Jeśli zależy nam na efektach – lepiej powierzyć to w ręce specjalistów. Trzeba jednak uważać, na kogo się trafi. Wiele agencji podchodzi do klienta na zasadzie „wydam wszystko, co mi da”. Znam jednak wielu wspaniałych specjalistów, którzy osiągają dla innych niesamowite wyniki. Mogę śmiało powiedzieć, że jesteśmy pasjonatami 🙂 Ja, kiedy włączam reklamę dla klienta ekscytuję się tak, jakbym kupowała dla siebie coś ekstra. Wiesz coś, co jest spełnieniem moich marzeń.

Monika: Czy planujesz jakieś działania dla siebie? Własne projekty? Rozwój firmy?

DAGMARA: Mam to szczęście, że mój szef to wyjątkowo wyrozumiały i bardzo dobry człowiek. On sam namawia mnie do rozwoju i stwarza nowe możliwości. Dzięki temu poza etatem – cały czas rozwijam swoją firmę i podejmuje różne współprace. Jestem otwarta na wszelkie działania i chciałabym osiągnąć jeszcze więcej.

Monika: Jaka jest Twoim zdaniem recepta na sukces?

DAGMARA: Myślę, że wystarczy zdać sobie sprawę z tego, że mamy tylko jedno życie i każdy z nas ma takie same szanse na to, aby osiągnąć sukces. To od nas zależy, czy te szanse zostaną przez nas odpowiednio wykorzystane i zaprocentują. Ja sama kiedyś siedziałam w fotelu, patrzyłam w TV i zastanawiałam się, czemu inni mają lepiej? Co mają oni, czego nie mam ja? Dziś po prostu nie myślę, tylko działam. Problemy to nie są dla mnie ściany, które mnie stopują – jedynie spowalniają i sprawiają, że tym mocniej doceniam to, co mam.

Dziękuję Dagmarze za inspirujący wywiad i mam nadzieję, że będzie on dla Was motywacją do działania. Jak widzicie to prawdziwa kobieta sukcesu, dla której nawet reklama na facebooku nie ma żadnych tajemnic. Jeśli choć raz w życiu pomyślisz, żeby się poddać, wróć koniecznie do tego wywiadu i przeczytaj go jeszcze raz. Albo – odezwij się do Dagmary 🙂 Ona zawsze służy radą i pomocą!

Z Dagmarą Kokoszka rozmawiała Monika Ludkiewicz

 

(Visited 592 times, 1 visits today)
Podążaj za nami i polub nas:

1 thought on “Kobieta sukcesu, dla której reklama na facebooku nie ma tajemnic

  1. Robienie z siebie wiecznej ofiary, to główny zawód tej Pani. Nie wiem jak wogole można promować taka patologie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *